Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uroda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uroda. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 czerwca 2014

jak zrobić wodę różaną domowym sposobem?

Dzis kolejna porcja babcinych ekologicznych sposobow.
Tym razem przepis na wode rozana, ktora jest wspanialym "kosmetykiem" wspomagajacym kondycje skory. Swietnie radzi sobie rowniez ze skora tradzikowa.



Moja babcia jest po 70- tce, a niejedna 40-stka moglaby jej pozazdroscic niesamowicie gladkiej cery. Uwierzcie mi, ani jednej (starczej) zmarszczki! Niesamowite...
Nie wiem czy to zasluga wody rozanej, ktora zawsze sama przyrzadzala i codziennie rano zraszala nia swoja twarz, ale cos w tym musi byc na pewno...


Dawniej nie bylo "super" kremow z cala tablica Mendelejewa, nie bylo botoksu i nikt nie robil sobie operacji plastycznych. Kosmetyki byly trudno dostepne, a kobiety musialy radzic sobie domowymi sposobami.Wszystko czego uzywaly, aby dbac o urode, bylo najbardziej naturalne jak tylko moglo byc. Korzystaly jedynie z darow natury tj. pokrzywa, platki roz, bez itd.

I patrzac dzis na moja babcie, moge stwierdzic, ze to naprawde dziala!  Nie myslac dlugo zadzwonilam do babci i specjalnie dla Was zdobylam przepis ;)



PRZEPIS NA ROZANA MGIELKE / TONIK (do twarzy i ciala):
  • platki roz dokladnie pluczemy (najlpiej, zeby byly z dzialki, wtedy mamy pewnosc, ze nie byly niczym pryskane)
  • nastepnie zalewamy je wrzatkiem i odstawiamy na 24 h (otrzymamy rozany wywar)
  • po uplywie doby odcedzamy nasza miksture (platki mozemy wyrzucic)
  • wode przelewamy do szklanego naczynia (sloik itp) i trzymamy w lodowce (ja przelalam czesc wody do buteleczki po kupnej mgielce, ale w plastikowym opakowaniu nalezy trzymac nie dluzej niz 3-4 dni)
  • najlepiej jest ja zuzyc w preciagu 2 tygodni
Taka woda mozemy przecierac twarz i cale cialo. Swietnie odswieza i pieknie pachnie!

Udanej niedzieli :*






wtorek, 13 maja 2014

zostać aniołkiem Victoria´s Secret...

Kto chcialby choc przez chwile poczuc sie jak aniolki z Victoria´s Secret?
Zawsze piekne, slodkie, seksowne, pozytywnie nastawione i usmiechniete.. Nie da sie ich nie lubic ;)

foto/ internet

Nawet jesli jestescie dalekie od idealu teraz jest to mozliwe, za sprawa mgielek do ciala, ktore urzekaja swa lekkoscia, delikatnoscia, swiezoscia i slodkoscia w jednym.


foto/internet

Moja jest o zapachu cytrusow polaczonych z cukrem, kokosem, rumiankiem i aloesem (Sparklin Citrus Lemon Escape). Sama nie wiem czy jestescie w stanie sobie to wyobrazic..

To niesamowicie przyjemny i lekki zapach, ktory kojarzy mi sie z upalnym latem, ale dzieki cytrusowej nutce nadaje nieskazitelnej lekkosci i swiezosci. Jest slodki, ale nie duszacy. To troche jak swiezutkie, slodziutkie cytrynowe ciasteczka. Wiecie o czym mowie?

Poza tym opakowanie jest bardzo wydajne (250ml).


Ja juz ja uwielbiam i wierzcie mi lub nie, ale ten zapach nadaje wyjatkowosci (W. jeszcze raz dziekuje ;))


Milego dnia :*

piątek, 24 stycznia 2014

usta w gotowości :)

Na szczęście śniegu u nas jeszcze nie ma, ale zima zaczyna się rozkręcać. Niskie temperatury nie są łaskawe nie tylko dla skóry czy włosów, a także dla naszych ust. Jak pielęgnować je zimą?

Pod wpływem niekorzystnych warunków atmosferycznych usta mogą stać się wysuszone i popękane. Nie wygląda to dobrze- zwłaszcza jeśli założymy na nie kolorową pomadkę, a już na pewno nie zachęca do całowania!

Aby nasze usta wyglądały smakowicie, czas się nimi porządnie zająć. Moje dwa niezawodne sposoby które pozwolą zachować je w dobrej kondycji (lub do niej wrócić) :

  • peeling. Delikatnie rozsmarowuje usta szczoteczką do zębów (najlepiej inną niż tą, którą myjemy zęby). Pomaga to w lepszym ukrwieniu skóry- usta nabierają ładnego koloru, a dodatkowo pozbywamy się martwego naskórka.
  • nawilżanie. Na rynku jest wiele produktów przeznaczonych do ust. Ja pozostaję wciąż wierna pomadce klasycznej bebe young care classic, którą mam zawsze przy sobie- nie wyobrażam sobie bez niej dnia, ani nocy. Świetnym i naturalnym sposobem na nawilżenie ust jest też miód, który dodatkowo regeneruje podrażnienia. Należy nanieść jego niewielką warstwę na usta i pozostawić na 10 minut (nie jest to łatwe- ja zlizuję o wiele, wiele szybciej :))

Żelazne zasady zachowania pięknych ust zimą:
  • nie oblizywać ust (zwłaszcza na mrozie)- oblizywanie to największa zbrodnia!
  • nie zagryzać warg (na szczęście nie mam z tym problemu)
  • wybierać kosmetyki (pomadki, błyszczyki itp.) wzbogacone w witaminę A i składniki nawilżające. Zimą szczególnie unikam pomadek kolorowych, które wysuszają usta. Jeśli już decyduję się na ich użycie nakładam pod nie pomadkę ochronną.
  • nawilżać usta jak najczęściej (pomadką ochronną, wazeliną, miodem itd)
  • peelingować je (jeśli nie codziennie to 3-4 razy w tygodniu)
  • pić dużo wody, która ogólnie pomoże nawilżyć nasz organizm
A jak Wy radzicie sobie ze spierzchniętymi ustami? Miłego weekendu!





środa, 15 stycznia 2014

quick'n go 45 seconds

Wy też należycie do tego typu kobiet, które muszą mieć pomalowane paznokcie, a bez lakieru na nich czujecie się jakoś dziwnie (trochę "trupio")? 

Naprawdę nie lubię czynności związanej z malowaniem paznokci, ale niepomalowane (choćby bezbarwnym lakierem) kojarzą mi się z wymogami szpitalnymi, gdzie to na salę operacyjną ze względu na nasze bezpieczeństwo wchodzi się ze zmytym lakierem -na podstawie koloru paznokci (czasami sinieją) sprawdza się stan pacjenta i można stwierdzić ewentualne niedotlenienie organizmu.

Lubię swoje paznokcie, więc w temacie tipsów raczej się nie wypowiem. Miałam je z cztery razy w życiu, a po ich ściągnięciu moje naturalne paznokcie nie były w dobrej formie. Postanowiłam więc nie kombinować i cieszyć się swoją naturalną płytką, z której jestem naprawdę zadowolona :) 
Jest dość długa, więc nawet krótko obcięte paznokcie wyglądają dobrze.


Tak czy siak postawiłam na malowanie paznokci, czyli czynność której naprawdę nie znoszę. W tej sytuacji niezawodny lakier, który utrzyma się co najmniej 3 dni jest mile widziany:) Nie przywiązuję do lakierów większej wagi chyba, że urzekną mnie kolorystycznie. 

Z tymi z Astora z serii Quick'n Go! 45 sec zaprzyjaźniłam się zupełnie przypadkowo i jak do tej pory należą do moich ulubionych (zaraz przy tych z p2, dostępnych w drogeriach DM, o których Was nie raz opowiadałam:)). A co mnie w nich urzekło?
  • są szybkoschnące- o to mi właśnie chodziło! zawsze jest coś do zrobienia, a dzięki nim można zrobić to szybciej :) Nie sprawdzałam czy czas schnięcia trwa rzeczywiście 45 sekund, ale uwierzcie mi jest zadowalający.
  • świetnie kryją- wystarczy jedna warstwa! Często maluję paznokcie "na ostatnią chwilę" więc pokrywam je jedną warstwą, bo na drugą nie mam czasu- efekt jak po dwóch:)
  • trzymają się do 5 dni! -przy wykonywaniu codziennych czynności lakier narażony jest na uszkodzenia, a jeśli nie da się tylko leżeć i pachnieć, to ten sobie z tym dobrze radzi. 
  • nie odpryskuje, ścierają się lekko jedynie końcówki, dzięki temu przez kilka dni mamy malowanie z głowy.
  • nie trzeba trzymać ich w lodówce, żeby zachowały swoją świeżość. Jeden z nich mam od zeszłej wiosny, a w dalszym ciągu jest w dobrym stanie. Nie gęstnieje i nie wysycha.
  • przystępna cena ok.12 zł.

Numery które posiadam:
  • Astor Quick'n Go! 45 seconds 240- czerwony
  • Astor Quick'n Go! 45 seconds 360- popielaty
  • Astor Quick'n Go! 45 seconds 361- miętowy

Któraś a Was używała?  


Pozdrawiam Was serdecznie! Miłego wieczoru.


sobota, 12 października 2013

mój ulubieniec- malowanie paznokci może stać się przyjemne :)

Mówią, że kobieta jest bezbronna tylko wtedy, gdy schnie jej lakier na paznokciach...
Jeśli lubicie ten stan to ten preparat z pewnością się Wam nie przyda. Jeśli jednak malowanie paznokci, a właściwie (niekończący się) proces ich schnięcia przyprawia Was o ból głowy, to warto w niego zainwestować.



Zawsze czułam podirytowanie czekając, aż łaskawie moje paznokcie wyschną. Nie wiem jak jest u Was, ale mi zawsze przytrafiają się wtedy niepożądane zdarzenia..
  • nagle dzwoni telefon, 
  • naczynia czekają na umycie, 
  • coś trzeba podnieść, 
  • coś przestawić, 
  • zapiąć guzik w spodniach, 
  • podrapać się po głowie,
  • lub zrobić milion innych rzeczy

Znacie to? Nie muszę chyba wspominać co dzieje się dalej ?

Jedynym sposobem na pozbycie się podobnych problemów jest użycie preparatu przyspieszającego schnięcie lakieru. 
Obecnie posiadam ten z niemieckiej firmy p2, ale wiem, że w Polsce firma Wibo na pewno miała podobny produkt (pewnie inne firmy też, ale akurat tą miałam okazję testować).


Możecie również dostać produkty przyspieszające schnięcie i utrwalające trwałość lakieru. Preparaty te wyglądem nie różnią się od lakierów. Nakłada się je na pomalowane wcześniej paznokcie przy pomocy pędzelka, ja jednak uważam, że te w sprayu są o wiele wygodniejsze. 
Dla mnie to idealne rozwiązanie, dzięki temu malowanie paznokci stało się o wiele przyjemniejsze :)
A Wy jak oceniacie tego typu preparaty?


piątek, 27 września 2013

macerat z zielonych łupin orzecha włoskiego


Ostatnią moją przygodą z farbowaniem włosów była styczność z Preference Wild Ombre ;)
Od tamtej pory włosów nie farbowałam, a kolor jaki mam obecnie na głowie jest moim naturalnym odcieniem. Z mojego ombre niewiele zostało za sprawą kwietniowego cięcia, więc czas na kolejne eksperymenty włosowe.


Tym razem postanowiłam jednak skorzystać z darów matki natury i przygotowałam macerat z zielonych łupin orzecha włoskiego. Tego typu mikstury z pewnością były znane naszym babciom (moja bynajmniej takiej używała), a ja uwielbiam naturalne babcine rozwiązania.


Mikstura przeznaczona jest dla brunetek lub szatynek, gdyż efektem jej nałożenia jest zabarwienie włosów na odcień ciemnego brązu.

Co więcej teraz jest najlepszy czas na zbiór orzechów, gdyż są one młode i idealnie nadają się do przygotowania naturalnej farby do włosów lub koloryzujących płukanek.



Łupiny kroimy w małe kawałki (RĘKAWICZKI OCHRONNE- niezbędne!!!) i umieszczamy w słoiku.


W garnku podgrzewamy olej lub oliwę z oliwek i zalewamy wcześniej pokrojone łupiny.


Następnie z pomocą blendera miksujemy orzechy tak, aby powstała papka przypominająca pesto :)


Tak przygotowaną mieszankę szczelnie zakręcamy i odstawiamy w ciemne miejsce na kolejne dwa tygodnie.


Po tym czasie mieszana jest gotowa do użycia.

Nie pozostaje mi nic innego, aż odczekać te dwa tygodnie, a następnie wypróbować skuteczność mojego maceratu. 
Pamiętajcie, że po tym czasie trzeba go przecedzić przez gazę i przełożyć do butelki z ciemnego szkła (przetrzymywać w chłodnym i zaciemnionym miejscu). A przede wszystkim, należy pamiętać o zabezpieczeniu wszystkiego dookoła przy jego nakładaniu na włosy, aby nie narobić szkód w postaci zabrudzeń.

O efektach będę Was informować. A może któraś z Was miała już okazję wypróbować własnoręcznie przygotowanej farby do włosów? Dajcie znać jak Wam poszło.


środa, 11 września 2013

olej z orzecha włoskiego - moje WOW!


Hej Kochani!
Wiem, że Ameryki nie odkryję przedstawiając Wam olej z orzecha włoskiego, ale być może komuś kto (tak jak ja do niedawna) nie wie o jego istnieniu rozjaśnię sprawę..
Otóż wpadliśmy na niego z Emem całkiem przypadkowo, podczas tradycyjnych zakupów w markecie.
Coś tam o jego właściwościach obiło nam się już wcześniej o uszy, ale że to takie cudo żadne z nas nie miało pojęcia :)


Po zakupie zagłębiliśmy się w lekturze, aby przybliżyć nam tę tajemniczą "postać" i okazało się, że:
  • ma on właściwości bakteriobójcze i działa korzystnie na skórę (dzięki zawartości witaminy E), a co za tym idzie pomaga zwalczyć objawy wielu chorób skórnych, a także zapobiega powstawaniu zmarszczek
  • zawiera dużą ilość kwasów omega 3 i omega 6
  • działa przeciwstresowo
  • obniża ciśnienie tętnicze i cholesterol, dzięki czemu jest też zalecany osobom z chorobami serca
  • jak również ludziom pracującym intelektualnie, 
  • bywa także pomocny w nauce, dlatego powinny spożywać go również dzieci i młodzież
  • sprawdza się ponadto w przypadkach zatruć i bólu żołądka 
  • jest idealny do wykonywania masażu ciała!!! 
  • lub pielęgnacji suchych włosów 
Od tamtej pory zachwytów nad nim nie ma końca. Przyćmił oliwę z oliwek i został moim WOW!!

Poza tym doskonale sprawdza się w gastronomicznej odsłonie!! 
Idealnie nadaje się do:
  • sałatek
  • dresingów, 
  • sosów, 
  • makaronów 
  • deserów 
  • a także do grzanek! 
My uwielbiamy go z tzw. Tostami Marzenowymi, których to nazwa powstała za sprawą naszej znajomej, dzięki której poznaliśmy ich smak.
Zostały wprowadzone do menu i są dobrym rozwiązaniem na wieczory przy filmie, ale o nich kiedy indziej!!

Co tu dużo mówić, to jeden z najcenniejszych olejów roślinnych na świecie :)
Szczerze polecam!!

Pozdrawiam



czwartek, 8 sierpnia 2013

Essence Nail Art Magnetic

Hej Kochani!
Jakiś czas temu zakupiłam nowość od Essence, a mianowicie Nail Art Magnetic. Szczerze mówiąc, gdy zobaczyłam go w sklepie od razu wzbudził moją ciekawość.
Wprawdzie szukałam jakiegoś lakieru holograficznego, który zastąpi mi te z Golden Rose ( tak poza tym, jeśli ktoś wie, gdzie w Jeleniej Górze znajdę stoisko Golden Rose błagam o pomoc!!!), to chyba nie będzie łatwo znaleźć mi jego zastępcy..

Lakier ma w sobie drobinki żelaza, które z pomocą magnesu (dokupujemy go ekstra) wyczarowuje nam wcześniej wybrany wzór. W mojej drogerii były dostępne cztery wzory.
Ja pokusiłam się o gwiazdkę, która szczerze mówiąc wychodzi mi z różnym skutkiem, a na zdjęciu właściwie prawie jej nie widać.


Magnes przykładamy "do paznokcia" (tak aby się z nim nie stykał) na 15-20 sekund.



Po tym czasie otrzymujemy nasz wzór.


Czy kupię go ponownie?

Raczej nie. Mimo, że ma piękny odcień, który w słońcu cudnie się mieni, to jednak nie zrobił na mnie piorunującego wrażenia.
Wzór jakiś tam owszem wychodzi, ale według mnie nie wygląda to jakoś rewelacyjnie. Poza tym lakier (przynajmniej na moich paznokciach) nie utrzymuje się dłużej niż jeden dzień, a to zdecydowanie za krótko.
Spodziewałam się czegoś więcej.

A Wy miałyście z nim do czynienia? Czy któraś z Was go używała? Co o nim myślicie?

niedziela, 28 lipca 2013

Catrice Ultimate Colour 050 Princess Peach

Hej Kochani!
Wizyty dentystyczne nigdy nie należały do moich ulubionych, a ta sprzed kilku dni dała mi wyjątkowo mocno popalić.
Pozbyłam się dwóch zębów mądrości, a dentystka ochoczo zachęcała mnie do usunięcia dwóch kolejnych.
I choć bardzo chciałam już mieć całą tę historię z wyrywaniem za sobą, to chyba za wiele jak na jeden dzień. Poległam na dwóch.
Zaoszczędzę Wam widoku zębów w pięknym niebieskim woreczku.

Jak za starych dobrych czasów jednak jakaś mała nagroda pocieszenia za wytrwałość by się przydała!
Nowa pomadka będzie idealna, jak tylko moja twarz wróci do normalnego kształtu :)

Tym razem postawiłam na Catrice Ultimate Colour 050 Princess Peach.
Wszędzie szukałam takiego koloru. Ten doskonale spełnia moje oczekiwania. Soczysta brzoskwinia kojarzy mi się z wakacjami i słonecznym, gorącym  latem oraz piękną opalenizną.
Czyli kolor idealny na takie dni, jakie mamy obecnie za oknem:)
Co myślicie? Udanej niedzieli!

poniedziałek, 22 lipca 2013

zalaminuj sobie włosy!!

Witajcie!!
Jak wam mija poniedziałek? Mam nadzieję, że ok. Ja z początkiem tygodnia zabrałam się za laminowanie włosów domowym sposobem.
Kilka z Was pytało mnie już na czym ten "zabieg" polega i jak się do niego zabrać?

Laminowanie włosów ma na celu wygładzenie i poprawienie ich kondycji. Osobiście zauważyłam, że po tej kuracji włosy rozczesują się znacznie lepiej, są gładkie i miłe w dotyku. Nie puszą się, ale czy to jakaś rewolucja...? Przekonajcie się same.


Co potrzebujemy:
- żelatyna spożywcza -1 łyżka
- ciepła (nie gorąca) woda- 3 łyżki
- odżywka do włosów- 1 łyżka
- folia do owinięcia głowy

czas operacyjny: 45 minut



Co i jak?
Żelatynę dokładnie rozpuszczamy w 3 łyżkach ciepłej wody. Czekamy aż ostygnie. W międzyczasie myjemy głowę i lekko osuszamy ręcznikiem.
Do żelatyny dodajemy łyżkę odżywki do włosów. Możemy dodatkowo dodać odrobinę oleju (ja dodałam kilka kropli oliwy z oliwek). Należy jednak pamiętać, że trzeba być ostrożnym w tej kwestii, aby nie uzyskać efektu tłustych włosów.
Oliwę najlepiej dodać na samym końcu, gdy zostanie nam odrobina mikstury. Możemy nałożyć ja jedynie na końcówki.
Mieszankę nakładamy na włosy. Całość owijamy filią i zawijamy w ręcznik na 45 minut. Po upływie tego czasu spłukujemy.


Któraś z Was wykonywała już ten zabieg? Jakie są Wasze doświadczenia z laminowaniem włosów żelatyną?
Miłego dzionka :*

wtorek, 2 lipca 2013

ombre na poznokciach

Hej Kochani!
Jak wam mija dzień? Wrzucam Wam szybko moje wakacyjne ombre na paznokciach i uciekam :) Pogoda u mnie piękna, więc i humor dopisuje!! Mam nadzieję, że u Was wcale nie jest gorzej!


Ombre zostało wykonane znaną już wszystkim metodą gąbeczki. Do jego wykonania użyłam lakierów w trzech wakacyjnych kolorach (blady róż, brzoskwiniowy, ciemny róż). Pod spód położyłam warstwę odżywki, a na górę lakier bezbarwny (dla złagodzenia efektu). I wiecie co?
Spodobało mi się!!

Miłego popołudnia!!

piątek, 24 maja 2013

tajemnica różowej gąbeczki..

Hej Kochani:)
Kojarzycie różową rewolucyjną gąbeczkę do makijażu Beauty Blender? Robi furorę na blogach kosmetycznych mimo, że jej cena jest mocno odstraszająca (ok.54 zł za kawałek gąbki to jak dla mnie lekka przesada).
Udało mi się znaleźć tańszy odpowiednik. Podejrzewam, że niewiele różni się od oryginału, a dzięki swojemu kształtowi ma  idealne zastosowanie w codziennym makijażu. Ułatwia jego wykończenie, a podkład trzyma się znacznie dłużej. Spróbowałam na własnej skórze i nie chcę już malować się inaczej :) Wcześniejsze gąbeczki z jakimi miałam do czynienia nie radziły sobie odpowiednio z nakładaniem podkładu, a z pędzli też nie do końca byłam zadowolona. Póki co, to różowe jajeczko (jak dla mnie) wygrywa:) 
Któraś z Was miała już do czynienia?





piątek, 26 kwietnia 2013

fuksja ♥

Jak Wam mija dzionek? Mam nadzieję, że ok. U nas dość duszno. Jestem właśnie po świeżej porcji zielonego napoju, a na moich ustach zawitała fuksja (czyli intensywny kolor różu:)) Tej wiosny to zdecydowanie mój ulubiony odcień pomadki, dzięki któremu dzień staje się zabawniejszy i radośniejszy również dla ludzi, których spotykam na swojej drodze:)
Podobno osoby noszące fuksję mają tendencję do bycia aroganckimi, ale nic bardziej mylnego..
Ja promienieję jeszcze bardziej niż zwykle i mam ochotę na niekończący się uśmiech, a gwarantuję Wam, że ten w kolorze mojej nowej miłości mocno poprawia nastrój:)
A Wy co myślicie o fuksji?





czwartek, 18 kwietnia 2013

new hair

Hej:)
Jak wiecie uwielbiam zmiany. Tym razem postanowiłam zająć się moimi włosami. Mimo, że już jakiś czas temu przymierzałam się do zmiany fryzury, dopiero teraz odważyłam się je obciąć. Początkowo ściełam samodzielnie jakieś 10 centymetrów, co jednak nie dało mi pełnej satysfakcji. Postanowiłam więc odwiedzić fryzjera, który wprowadzi w moim wyglądzie odrobinę wiosennej lekkości:) Tym oto sposobem moje długie do połowy pleców włosy zmieniły długość do ramion. Ogólnie jestem zadowolona z efektu, mimo, że pani, która dokonywała cięcia nie do końca posiadała umiejętności fryzjerskie i trzeba było po niej poprawiać.
Postanowiłam przy tym "przeczesać się" na drugą stronę, czego nie robiłam już ładnych parę lat, dzięki temu moja czupryna nabrała nowego wyrazu.
Wprawdzie po moim ombre nic już nie zostało, ale moje włosy zdecydowanie są mi wdzięczne. Mniej wypadają, nie są rozdwojone, osłabione i mam wrażenie, że nabrały więcej blasku. Tak czy siak zmiana była mi potrzebna. No i jakby lat mi przy tym ubyło :)
Co o niej myślicie?






wtorek, 19 marca 2013

organizery na kosmetyki kolorowe

Hej:)
Jak Wam mija dzionek? Dziś pokarzę Wam jak przechowuję moje kosmetyki kolorowe (podkłady, cienie, kredki itp.). Zanim zaopatrzyłam się w pojemniczki wielofunkcyjne moje kosmetyki mieszkały w dużej kosmetyczce, w której nigdy nie mogłam nic znaleźć. Niby wszystko było w jednym miejscu, ale jak przyszło co do czego, trudno było cokolwiek wyszukać. Wiecznie coś mi się tam wylało, coś pokruszyło- o porządku mogłam zapomnieć.
Teraz nie mam z tym najmniejszego problemu. Każdy kosmetyk ma swoje miejsce przypisane określonej szufladce. Z łatwością znajduję swój tusz do rzęs i ulubiony cień do powiek:)
Co myślicie o takim rozwiązaniu? Według mnie jest bardzo wygodne, a wykonanie codziennego makijażu stało się o wiele przyjemniejsze.



poniedziałek, 18 lutego 2013

P2 Sheer Glam Lipstick: 060- Fame i 050- Flashdance

Jak Wam minął weekend?
Mi zdecydowanie za szybko... Trzy dni w podróży i ponad 1000 km w aucie. Szybkie wizyty, szybki sen i równie szybki powrót. Dla mnie zbyt intensywne tempo jak na odwiedziny w Polsce, ale cóż...
"Zaliczyliśmy" moją panią od podkręcania zgryzu, zobaczyliśmy się z rodziną..i to by było na tyle:) Do powrotu zmusiły nas obowiązki dnia codziennego, bo gdyby nie to pewnie by nas tu jeszcze nie było :)

Przy okazji chciałam pokazać Wam dwie nowe pomadki, które wpadły w moje ręce. O firmie p2 już Wam kiedyś pisałam. Co jakiś czas kupuję ich lakiery do paznokci (mają świetną kolorystykę, długo się trzymają i są dość tanie). Z bazy pod makijaż zresztą też byłam zadowolona. Jakiś czas temu zaopatrzyłam się w kilka pomadek w kolorze "nude" z p2, które także przypadły mi do gustu. Teraz przyszedł czas na odrobinę koloru.
Tym razem przetestowałam P2 Sheer Glam Lipstick: 060- Fame i 050- Flashdance. Przyznam szczerzę, że od razu się polubiłyśmy. Obie nadają bardzo delikatny odcień na moich ustach. Ta pierwsze delikatnie wpada w róż, druga zaś w pomarańcz. Kolory są bardzo dyskretne, a usta delikatnie się błyszczą. Dzięki swojej kremowej konsystencji nie wysuszają ust jak inne pomadki. I najważniejsze- nie odkłada się w ich kącikach ("zlizują" się równomiernie- dla mnie to podstawa!).
A Wy co o nich sądzicie?

Miłego dnia:)