sobota, 25 lutego 2012

piątek = totalne nieporozumienie

Hej :)
Wczoraj wybraliśmy się do Monachium. Mieliśmy kilka spraw do załatwienia. Poza tym "wielki" plan zwiedzenia pozostałej części miasta, której wcześniej nie udało nam się  zobaczyć. Wszystko miało pójść gładko, bo nawet pogoda dopisała i udało nam zgrać się z wolnym. Niestety, w rezultacie wszystkie plany okazały się być totalną klapą i poza zjedzeniem kebaba u Turka (który i tak nie umywał się do naszego ulubionego) i przepysznych lodów w pobliskiej lodziarni, nie załatwiliśmy nic. Miejsce, do którego chcieliśmy dotrzeć, nagle jakby "wyparowało z mapy", co spowodowało, że straciliśmy trzy godziny na chodzeniu bez celu. Wszystko tak naprawdę poszło nie tak, a do tego jeszcze Em mi się zbuntował, mówiąc, że nie zamierza być moim "fotoreporterem" tego dnia i zdjęć mi robić nie będzie. I tak na totalnym nerwie miałam ochotę zakończyć tę jakże "miłą i sympatyczną" wycieczkę. Gdyby nie to, że na koniec znaleźliśmy miejsce, w którym można było "głaskać" i karmić łabędzie chyba by ktoś ucierpiał :) Mam nadzieję, że u Was było nieco lepiej.








video

15 komentarzy:

  1. a trampki gzie ??? hiohihihi MONT

    OdpowiedzUsuń
  2. Hi hi, a to eM zadziorny ;)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Prześliczne łabędzie:)Twój idealny Em nie chciał być fotoreporterem,to może chciał ,żebyś ty Malko była jego fotoreporterem? he...i wyjazd by się udał.:):)co ty na to? :)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Mont, wszystko w swoim czasie :P
    Moaa, to MOJA OAZA SPOKOJU. Zadziorny? Nie, raczej uszczypliwy- sporadycznie, na szczęście:)
    Anonimowy, z doświadczenia wiem, że nie w tym rzecz.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawe czy ten Ema charakterek jest rodzinny :-) ???MONT

    OdpowiedzUsuń
  6. MONT, zdecydowanie łatwiej będzie Ci samej odpowiedzieć na to pytanie:)

    OdpowiedzUsuń
  7. hihihi ale jest na to rada :-)

    mały szantażyk !! Jak znowu będzie się foszył to powiedz, że opowiesz o jego słabościach ( czyt. Turtles ) hihihi MONT

    ps. a może sam o tym będzie chciał opowiedzieć przy okazji autorskiego dnia na Twoim blogu.... boki zrywać !! no, ale nie będzie szantażu :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już wiem o co chodzi z tymi słabościami, choć osobiście bym tego tak nie nazwała. Być może nie wiem wszystkiego, lecz to, co usłyszałam chyba nie nadaje się na szantaż:/

      Usuń
  8. Och - takie wypady sa potrzebne, zeby docenic te UDANE! ;o) Ponadto w CALOSCI to wcale nie brzmi jak totalne nieporozumienie kochana Malko tylko takie ledwie namacalne - no bo lody, TAKIE lody, labedzie, GLASKANIE (ja to mam respekta do tych ptakow... ;o) nie wiem czy bym poglaskala, a Lukasz, to nawet chleba nie rzuci, jesli nie jest mozliwe zachowanie bezpiecznej 100m odleglosci (a w przypadku leciutkich okruchow chleba, wiadomo - nie jest to mozliwe! ;o) ) ) No i Monachium - piekne miasto, niewazne czy z dotarciem do celu czy bez niego ;o) - przynajmniej ja takim je pamietam, z naszych wakacyjno-zarobkowych dwumiesiecznych podbytow tam.
    Buziaki i do milego uslyszenia =o)))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Linka, coś w tym jest. Choć szczerze mówiąc chyba wolałabym mieć same udane. Całe szczęście dzień skończył się jak należy. A łabędzi wieczór dostarczył mi sporo uciechy :) Pozdrawiam.

      Usuń
  9. ale super foty.szacun

    OdpowiedzUsuń
  10. Czasami zdarzają się dni w których nic się nie udaje, ale przynajmniej pogoda dopisała ;-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za pozostawiony ślad, każdy Twój komentarz jest niezwykle cenny:)
Anonimowi, proszę się podpisywać.