piątek, 24 października 2014

krótka historia mojego zniknięcia z sieci..

Wiem Kochani poplynelam z ta cisza na blogu!
Nie bylo mnie 3 miesiace i sama nie wiem, czy jest to odpowiednia pora na "powroty" (?)
Rozwazalam juz nawet zamkniecie bloga..

Byly wakacje, byly urlopy i zminy, oj duuuuze zmiany.
Prawda jest taka, ze na zycie w sieci zabraklo mi czasu i ochoty.
Duzo sie dzialo, a jeszcze wiecej dziac sie bedzie i choc po tej ciszy na blogu mogliscie sobie pomyslec, ze pewnie bardzo nudno u mnie, to na nude narzekac nie moglam.


Tak w wielkim skrocie...


  • W polowie sierpnia pozbylam sie mojego aparatu! To byla cudowna wiadomosc od mojej ortodonki. Dwa miesiace przed terminem z mojej buzi zniknely druty, a zakladalam optymistyczna opcje zelaznego usmiechu do grudnia tego roku.

  • Przede mna byl zaplanowany urlop. Poczatkowo mielismy odwiedzic Majorke, ale w ostatniej niemalze chwili zmienilismy kierunek na Chorwacje. Wizja nowego usmiechu na zdjeciach z wakacji podobala mi sie jeszcze bardziej ;) No i wreszcie moglam jesc wszystko, na co mialam ochote...

  • No prawie wszystko... Mdlosci, ktore zaczely mi sie pojawiac w porze obiadowej (na szczescie nie trwaly dlugo) nieco utrudnialy konsumcje czegokolwiek, choc na brak apetytu nie moglam narzekac i nie narzekam do tej pory.  Swiezo wyciesniety sok z dodatkiem imbiru byl dobry na wszystko! Poza tym, czym sa mdlosci przy takiej wiadomosci ;)
  • Pozniej pojawilo sie totalne zmeczenie i brak ochoty na cokolwiek. Jedyne o czym myslalam to, zeby przytulic glowe do poduszki, a potem cos zjesc i tak w kolko. 

  • Uwierzcie mi, wrzesien gdzies mi uciekl. Zylam tylko praca i moim zmeczeniem. Zaczelam ponadto wieksza role przywiazywac do zdrowych nawykow zywieniowych (wczesniejsze przyzwyczajenia ulatwily znacznie sprawe). Potem juz przyszla jesien..
  • Zrezygnowalam z jazdy na rowerze i picia kawy... bardzo mi tego brakuje! 

*Wiecej zdjec na moim INSTAGRAMIE


Stopniowo ogarniam wielkie zmiany. Wiekszej aktywnosci na blogu jednak nie obiecuje. Czas pokaze..
Koncentruje sie teraz na rzeczech najwazniejszych dla mnie, a jesli w mniedzyczasie znajde chwile na wrzucenie Wam jakiegos posta bedzie super.
Bardzo dziekuje wszystkim cierpliwym czytelnikom, ktorzy mimo mojej dlugiej nieobecnosci wchodzili i wchodza tu regularnie :*

Pozdrawiam goraco!



wtorek, 29 lipca 2014

jak zrobić Kartoffelsalat, popularną w Niemczech sałatkę ziemniaczaną ?

Witajcie Kochani!
Wiecie, ze rodowici Niemcy w Bawarii (tu, dzie obecnie mieszkam) zaczynaja swoj dzien od bialej kielbasy, precla i piwa? Pozniej wpadaja do knajpy na obiad i zamawiaja Schnizla, obowiazkowo z Kartoffelsalat (salatka ziemniaczana).

A wlasciwie to, ta cala Kartoffelsalat moga jesc o kazdej porze dnia i niemalze do wszystkiego im ona pasuje. Do kielbasy, do kotleta, do "mielonki", wszelkiego rodzaju mies, a nawet do ichniejszych "pierogow".

Salatke ziemniaczana mozna zjesc w restauracji, kupic ja w sklepach typu Lidl lub Aldi, albo zrobic samemu w domu i taka mi najbardziej smakuje! To swietna alternatywa dla puree i tradycyjnych ziemniakow.


Co potrzebujemy:
  • 6-8 malych ziemniakow
  • 1-1,5 lyzki musztardy
  • ok. 3/4 szklanki rosolu
  • 1 duza cebula
  • sol
  • pieprz 
  • olej
  • 1- 1,5 lyzki octu


Ziemniaki gotujemy w mundurkach, obieramy ze skorki i kroimy w talarki. Cebule kroimy w kostke, podrumieniamy na oleju i dodajemy do ziemniakow. Calosc zalewamy rosolem, dodajemy musztarde oraz ocet, przyprawiamy sola i pieprzem. Starannie mieszamy (najlepiej reka, tak aby powstala nam masa jak na zdejeciu powyzej).

* opcjonalnie mozna dodac boczek pokrojony w kostke (przysmazony), a takze swieze ogorki (pokrojone jak na mizerie), a takze szczypiorek.

Smacznego!





poniedziałek, 28 lipca 2014

poniedziałkowa motywacja # 29



Dzis jest najszczesliwszy dzien w moim zyciu! Dziekuje wszystkim, ktorzy byli blisko mnie i podsylali duzo pozytywnej energii :*  Happy!!!!

Milego wieczoru!



środa, 23 lipca 2014

zamienię beton na chatkę pod lasem...

Z systematycznosia ostatnio u mnie naprawde slabo.. Wciaz mam na glowie cos do zrobienia i jak juz wszystko uda mi sie zalatwic, to na nic wiecej nie mam ochoty (wiem, troche niefajnie to brzmi, ale nie bede Was sciemniac).

Wlaczyl mi sie len i sama zastanawialam sie nad tym, czy nie oglosic tu jakiejs wakacyjnej przerwy, bo moja cisza na blogu zaczyna byc niepokojaca...(jesli chcecie byc w miare na biezaco wpadajcie na moj instagram).

Prawda jest taka, ze czekam juz tylko na moj upragniony urlop i o niczym wiecej nie mysle.

Zycie w betonie zamienilabym najchetniej na jakas przytulna chatke w poblizu lasu. Delektowalabym sie moim wymarzonym zyciem, zbieralabym kwiaty, jadla owoce, gotowala kompoty i chodowala jakas zwierzyne przed domem...W wolnej chwili upieklabym ciasto i zrobila jakas impreze w ogrodzie ;)





Tymczasem uciekam do pracy i zycze Wam milego dnia.


poniedziałek, 14 lipca 2014

poniedziałkowa motywacja # 28

Wiem, ze poniedzialek powoili sie konczy, ale z pewnoscia pozytywna mysl przyda sie nam wszystkim na kolejnych kilka dni!


Uwielbiam zaczynac nowy tydzien od pozytywnego cytytu. Pozwala mi to zdecydowanie latwiej przebrnac przez pozostale dni i napedza mnie to do dzialania.

Moze to smieszne, ale mam wrazenie, ze tym samym podnosi sie moja efektywnosc, a stwierdzenie: "zeby mi sie chcialo tak jak mi sie nie chce" bywa mi obce ;) Tez tak macie?


 Milego tygodnia!